|
|
- » 1 VIII- 8 VIII, Maha Joga (w górach)
|
|
1 VIII- 8 VIII, Spójrz w głąb siebie - Maha Joga - Włodek Łagodzki oraz Joga Twarzy - Kasia Bem, Murzasichle k. Zakopanego (relacja)
"Na wakacjach z jogą znalazłem się dzięki mojej żonie, która spędziła już tydzień w Murzasichle, dwa lata temu. Kinga nie musiała długo mnie namawiać, bo z natury jestem człowiekiem ciekawym. Przy okazji doszedłem do wniosku, że joga może w jakiś sposób uzupełnić mój trening, gdyż jestem zawodnikiem rugby w Juvenii Kraków. W tej dyscyplinie sporo nacisku kładzie się na budowanie siły i wytrzymałości fizycznej, ale często pomija się tak podstawowe elementy, jak rozciąganie mięsni i ścięgien, czy pracę nad gibkością stawów.
Na początku trochę obawiałem się swojej nieporadności w grupie ludzi, którzy prawdopodobnie będą już bardziej zaprawieni w zmaganiach z własnym ciałem. Ta myśl szybko jednak rozpłynęła się pod wpływem uśmiechu Włodka Łagodzkiego, który przez 7 kolejnych dni był naszym nauczycielem Maha Jogi.
Tym najważniejszym elementem wakacji z jogą, którego na pewno nigdy nie zapomnę, była właśnie postać Włodka. Emanował on od początku specyficzną charyzmą spokoju. Jego pogodne usposobienie, zrównoważenie oraz kombinacja pewności i lekkości w każdym ruchu zrobiły wrażenie chyba na każdym z uczestników. Nasz mistrz okazał się równocześnie osobą z zasobem niesamowicie barwnych, a nie raz niewiarygodnych historii z własnego życia. Opowieści przesiąknięte były oczywiście jogą, ale w powiązaniu z górami, wspinaczką, przetrwaniem w ekstremalnych warunkach, czy nawet sztukami walki. Włodek pokazał nam jak dbać o wewnętrzną równowagę, jak oczyszczać ciało i umysł, jak pracować z oddechem. Pozwolił nam się wyciszyć i zrelaksować, jednocześnie wskazując odpowiednią ścieżkę do poznania siebie i własnego ciała. Niezaprzeczalnie jest on niezwykle inspirującą osobą, a najcenniejsze jest chyba to, że do podjęcia decyzji o wprowadzeniu zmian do codziennego życia, nie zachęcał wprost, ale poprzez swoje zachowanie i styl bycia.
Równie inspirująco, jak zajęcia Włodka, podziałały chyba warsztaty gotowania z Tomkiem Gulińskim. Wszyscy otwierali szeroko oczy, słysząc kolejne, nie do końca radosne nowiny, odnośnie zwyczajnego, polskiego stylu żywienia. Każdy z nas będzie już chyba omijał jajka „trójki”, supermarketowe warzywa z niekończących się ogrodów szklarniowych w Hiszpanii, czy zastanowi się nad kupnem byle jakiego chleba, mając w pamięci informacje, że do produkcji spulchniaczy używa się włosów, sierści i piór… Przede wszystkim, Tomek udowodnił nam, że dieta wegetariańska nie opiera się tylko o kotlety sojowe, ale może być bardzo urozmaicona i bogata w składniki odżywcze. Nauczył nas metody pięciu przemian, dał spróbować gotowanej kawy z przyprawami, po którą co rano ustawiała się kolejka i pokazał film „Home”. A jeśli na kimś to wszystko nie zrobiło wrażenia, to chyba musi być skończonym ignorantem w sprawach zarówno swojego życia, jak i otaczającego nas świata.
Kasia Bem poprowadziła bardzo relaksujące i uspokajające zajęcia z jogi twarzy, a przy tym okazała się niezwykle serdeczną osobą, której nie da się wspominać w innych niż ciepłe, barwach. Osobą o równie bezchmurnym usposobieniu okazała się Zosia, nasza przewodniczka w spacerach po Tatrach. Przy nie znikającym z ust uśmiechu, wykazywała pełen profesjonalizm i nieskończoną cierpliwość.
Nie można też zapomnieć o zajęciach z Ajurwedy oraz najprzyjemniejszej dla ciała części obozu, czyli masażach wykonywanych przez Marysię i Elę. Jeśli ktokolwiek będzie mieć szansę udać się do tych Pań na jakikolwiek masaż, czy zabieg, nie może po prostu przepuścić takiej okazji! Ja w szczególności polecam masaż oka, gorącym sklarowanym masłem.
Te kilka słów nie wystarczy, aby opisać cały obóz, który zdecydowanie zbyt szybko dobiegł końca. To co trzeba jednak przyznać, to fakt, że miał ogromny wpływ na moje życie po powrocie do miasta. Obok treningów rugby, 4 razy w tygodniu ćwiczę również jogę, a koledzy z drużyny nie mogą się nadziwić, że prawie w ogóle nie jem mięsa. Ja jednak czuję się zdrowszy i żywotniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Żyje mi się lekko i pozytywnie, bo jak mówił Włodek, joga to nie tylko ćwiczenia, joga to całe nasze życie, przeżywane tu i teraz. Osadzone w teraźniejszości.
Nie można więc na koniec zapomnieć o podziękowaniu dla Pawła Zatcheja, który organizując wakacje z jogą, daje ludziom możliwość spojrzenia na siebie i swoje życie z troszkę innej, choć często niewygodnej perspektywy. Gdyby nie ten obóz, Kinga prawdopodobnie nie przekonałaby mnie do ograniczenia mięsa, nie dowiedzielibyśmy się o kuchni pięciu przemian, a kto wie, kiedy zdecydowałbym się pójść z nią na swoje pierwsze zajęcia jogi. Po pierwszym kroku, razem stawiamy kolejne, a jak to mówią Latynosi, Buena Honda, nie opuszcza nas nawet na chwilę."
Kajetan Cyganik
|
|